Marsz 2015

Dzień 8

Rano po kilku regulacjach "Wieśki" ruszyłem w ostatni etap - tak mi się wtedy wydawało. Jakże się myliłem.

Bez przeszkód dotarłem do Mielna, gdzie po krótkim postoju ruszyłem w kierunku Sarbinowa.
Ruszyłem to adekwatne słowo do późniejszych wydarzeń. Po ujechaniu kilometra silnik "zdechł".
Nie przejąłem się tym zbytnio i zacząłem szukać przyczyny. Po kilkunastu minutach odpalił, ale pracował nie równo. Zdążyłem dojechać do rogatek Mielna - tym razem "Wiesława" doszła chyba do wniosku, że ma w dupie taką wycieczkę i że jej też się coś od życia należy. Ale co? Tego jeszcze nie wiedziałem. W czasie moich zmagań z oporną materią obok zatrzymał się jakiś gość dostawczakiem i zaoferował pomoc.
Stwierdziłem, że chyba tym razem nie dam rady, więc zapakowaliśmy "motór" do auta i podjechali do Jego garażu.

Okazało się, że Bartek jest równie zakręcony jak ja, a po pewnym czasie ustaliliśmy przyczynę awarii -odpadł plastik na przerywaczu, który ślizga się po krzywce wału. W tym wypadku nie było mowy o zapłonie.

Gdzie tu teraz dostać przerywacz do motoru sprzed 44 lat? Bartek nie zastanawiając się wyciągnął część ze swojej "Wieśki", ale nie mogliśmy zdemontować uszkodzonego przerywacza bez specjalnego ściągacza. W ruch poszedł telefon po czym pojechaliśmy do jakiegoś warsztatu w Mścicach wracając z kilkoma ściągaczami. Okazało się, że nic z tego. Trzeba było dorobić samemu (mam go do dziś).
W międzyczasie zostałem poczęstowany obiadem. Zadzwoniłem do Tomka z Kołobrzegu, że się spóźnię. Zaoferował swoją pomoc, gdyby z naprawy nic nie wyszło.
W końcu "Wiesława" podjęła współpracę. Ubrałem się, pożegnałem i po przejechaniu 10 m - straciłem napęd .......... Tym razem sprzęgło. Blokada regulatora ślimakowego w obudowie. Tej części niestety nie było skąd wziąć. Niestety byłem zmuszony znów zawrócić tyłek Tomkowi. Po 2 godzinach jechaliśmy jego dostawczakiem z chorą "Wieśką" do nadwornego mechanika - Marcina z Olchowa.

Motor został u "lekarza", a Marcin odwiózł mnie pod prom do Ś-cia. Miałem dość, ale nie było we mnie odrobiny żalu na "Wieśkę".

Awaria nie okazała się poważna i od tamtej pory nic się nie działo z motorem. Widocznie choroby wieku "dziecięcego" ma już za sobą.

Dzięki tym wypadkom po raz kolejny mieliśmy okazję poznać życzliwych ludzi oferujących nam bezinteresowną pomoc w czasie naszej podróży.

Choćby dla takich chwil warto było przeżyć tą przygodę.

Dziękujemy Wam wszystkim.

Tomek&Wojtek, czyli Bodek&Bodek

  • 20150727_111004
  • IMG_1469
  • IMG_1470

Simple Image Gallery Extended

Dzień 7

Niedzielny poranek przywitał nas chłodem i przelotnym deszczem.

Ruszyliśmy w ostatni etap do Helu. We Władysławowie utworzył się spory korek. Tomek miał problem z przebiciem się przez rondo na jedyną drogę prowadzącą na półwysep. Wtedy doceniłem walory jednośladu omijając skutecznie kolejkę.
Napotkani motocykliści chętnie robili dla mnie miejsce. To było sympatyczne. W końcu udało nam się jakoś dotrzeć do Jastarni, gdzie wzorem ubiegłego roku, na tut. stacji paliw szykowaliśmy się do decydującego "ataku".

Ok 14.00 dotarliśmy do celu. Było chłodno i pochmurno. Nie było czasu na dłuższy postój, bo wcześniej umówiliśmy się z kolegami z Sojuszu - Zacharem i Słoniem we Władysławowie.

W zeszłym roku nie było czasu, ale tym razem nie mogliśmy sobie odpuścić zwiedzania Muzeum Obrony Wybrzeża na Helu. Tu spotkała nas miła niespodzianka, kiedy chcieliśmy kupić bilety. Pani z okienka powiedziała, że rekonstruktorzy nie płacą, po czym obdzwoniła posterunki i tym sposobem wszędzie mieliśmy "wjazd" za free.
Warto było to wszystko zobaczyć.

Czas naglił więc czym prędzej udaliśmy się w drogę powrotną, gdzie we Władysławowie doszło do umówionego wcześniej spotkania.
Zrobiło się zimno. Zaczął padać deszcz, a silne porywy wiatru wiejącego od Zatoki nieźle dawały w kość. Gdzieś na wysokości Krokowej stanęliśmy na obiad, po czym pożegnaliśmy się z kolegami ruszając dalej.

Droga cały czas pod wiatr, deszcz. Mokłem i schnąłem na przemian. To było najgorsze 120 km z całej wyprawy.

Postanowiliśmy ponownie zanocować w Rowach, gdzie dotarliśmy późnym wieczorem.

Trochę pogadaliśmy i po szybkiej kolacji złożyliśmy nasze "zwłoki" pod miękkim dachem namiotu. Jutro Darłowo.

  • 20150726_121506
  • 20150726_121954
  • 20150726_121958
  • 20150726_122046
  • 20150726_130747
  • 20150726_131501
  • 20150727_111004
  • IMG_1461
  • IMG_1462
  • IMG_1464
  • IMG_1466
  • IMG_1467
  • IMG_1468
  • patrol wop II a
  • patrol wop II c
  • patrol wop II f
  • patrol wop II g
  • patrol wop II

Simple Image Gallery Extended

Dzień 5

Po śniadaniu dosiedliśmy swoich maszyn i ruszyliśmy w drogę. Pierwszy etap na dziś - Twierdza Ustka. Tomek jechał szybciej, bo przy mojej prędkości 35-40 km/h mógłby zasnąć z nudów.

Niestety, silnik miał swoje prawa, a ja nie szukałem spięcia między nami.

Bez problemów dotarliśmy do Ustki na Bunkry Bluchera, gdzie ich obecny d-ca Marcin Barnowski nakarmił i napoił żołnierzy po czym zaserwował nam super wycieczkę po okolicy oraz zabawę na strzelnicy. Trochę fotek i pożegnaliśmy się ruszając do punktu noclegowego - Leśniczówki w Rowach.

Po drodze zakupy. M.in. maskotka dla nowego potomka "Władcy Lasów Słowińskich" i ... stoimy jak sieroty pod sklepem. "Wieśka" oznajmiła, że pieprzy taką współpracę i, że dalej za frajer jechać nie będzie. Robiło się ciemno, Marcin z Gosią czekają, a ja przekupuję "Wiesławę" nowymi świecami. Widocznie nowy i świecący izolator Iskry F 95 zrobił na niej jakieś wrażenie. Po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu.

Był spokojny ciepły wieczór. Wokół las, porykiwania zwierzyny, piwko i ognisko. Rozbiliśmy namiot i po dniu pełnym wrażeń zalegliśmy. Jutro długi etap do Karwii.

  • 20150724_170801
  • 20150724_183417
  • IMG_1448
  • IMG_1449
  • IMG_1451
  • IMG_1452
  • IMG_1453
  • IMG_1454
  • IMG_1455
  • IMG_1456
  • IMG_1457
  • IMG_1458
  • IMG_1459

Simple Image Gallery Extended

Dzień 6

Rano obudził nas deszcz, ale było ciepło.

Zjedliśmy śniadanie i zaczęliśmy szykować się do wyjazdu. Nie wiedziałem co lepsze - pot pod wodoodporną ceratą, czy mokry mundur od deszczu. Wybrałem pot. Szybko jednak przekonałem się, że to był głupi pomysł.

"Wieśka" znów miała humory i nie chciała zapalić. Wilgoć wisiała w powietrzu. W końcu udało się, ale silnik dziwnie pracował.

Ruszyliśmy. W planach po drodze były odwiedziny u emerytowanego leśniczego ze Smołdzińskiego Lasu, Pana Stanisława z żoną Ireną. Niestety akurat w tym dniu wyjechali, więc ruszyliśmy na Smołdzino.
Wiało, lało, duchota cholerna. Apogeum nastąpiło na stacji paliw w Smołdzinie. Auto straciło ładowanie, a "Wiesława" całkiem się "zawiesiła", więc tak staliśmy jak te dupy z łopatami przy hałdzie żwiru.

Zadzwoniłem do nadwornego mechanika Marcina z Olchowa i po konsultacjach zaczęliśmy reanimację - zapłon, paliwo itd. Nagle złapałem za gaźnik i prawie został mi w rękach. Wszystko się wyjaśniło. Podstawa prawie całkiem się odkręciła i dostawał lewego powietrza. Dziw, że nadal pracował przed postojem. Poskręcałem wszystko do kupy, zrobiłem regulacje i wspaniały dźwięk dyndydyn..dyndydyn ..........wypełnił nasze uszy.

Teraz zajęliśmy się autem. Okazało się, że znikło połączenie na trzecim bezpieczniku. Taka pierdoła, a tyle nerwów.Po zatankowaniu naszych "rumaków" pracownik stacji Przemek dał Tomkowi w prezencie komplet bezpieczników i ruszyliśmy dalej.

Kilkukrotnie mokłem i schłem, ale to było lepsze od gotowania się w plastikowym wdzianku.

W Główczycach kolejna awaria - zapłon poszedł się czesać. Postanowiliśmy najpierw coś zjeść, a potem zabrać się za motor. Nabrałem już wprawy i dość szybko uporałem się z awarią. Ruszyliśmy dalej i ok. 18.00 dotarliśmy do Karwii.

Jak poprzednio - zostaliśmy bardzo serdecznie przyjęci przez rodzinę Michała Radtke.
W miłej atmosferze czas szybko mija, więc "nadejszła wiekopomna chwiła" snu.

Jutro czekał na nas Hel.

  • 20150725_120609
  • 20150725_165324
  • 20150725_165344
  • 20150725_165354
  • 20150725_165416
  • IMG_1460

Simple Image Gallery Extended

Dzień 3 i 4

W środę od rana wziąłem się za motor. Kombinacja z sakwami, co zabrać, co zostawić i pewna obawa, czy "wieśka" da radę zrobić ok 800 km. Silnik na dotarciu - to główny powód zmartwień, ale pomny rad nadwornego mechanika Marcina z Olchowa - kurde, powiało Krzyżakami - uznałem, że kiedy jak nie teraz.

W czwartek po śniadaniu i pożegnaniu z moją Białogłową ruszyłem na prom. Zaplanowałem etapy po ok. 30 km z postojami po 20 min, żeby nie przegrzać silnika. Temperatura na zewnątrz nie miała dobrego wpływu na docieranie.

Ponowne spotkanie z Mirkiem w Rewalu, kawka i wio na Kołobrzeg. Tam obowiązkowo wizyta w stoczni Parsęta u Tomka i Dawida oraz małe co nieco przygotowane przez Marzannę.

Jeszcze tylko obiad w znajomym barze mlecznym i szturm na Darłowo. Postanowiłem jak najmniej tłuc się główną drogą, więc do Mielna objechałem wszystkie "pipidówy" po kolei.

Jak dotąd wszystko szło ok. Za Unieściem zrobiło się chłodniej, więc krótki postój, przebierka i już bez przystanku ok 17.00 zameldowałem się pod domem w Darłowie.

Wieczorem zrobiliśmy szybko plan przejazdu i zmęczony po całym dniu poszedłem na spotkanie z poduszką.

  • IMG_1445
  • IMG_1447

Simple Image Gallery Extended

Wsparcie